5 innowacyjnych sprzętów domowych, które ułatwią (lub umilą) Ci życie.

Pamiętacie czasy PRL’u, kiedy na półkach brakowało podstawowych produktów, a ludzie byli gotowi bić się o bochenek chleba? Ja też nie – bo jestem pokoleniem, dla którego te wszystkie – wtedy nieosiągalne rzeczy są dziś normą. Ale doskonale pamiętam moją mamę, w naszym mikroskopijnym saloniku, piorącą ręcznie nasze ubrudzone błotem i trawą ubrania – a jako dzieci nie oszczędzaliśmy biednych, mamusinych, zdartych nadgarstków.
I pomyśleć, że dziś mamy pralki które nie tylko piorą, ale suszą i – uwaga – nawet PRASUJĄ za nas ubrania. Rozumiecie? Pralka z funkcją prasowania, obłęd!

Ja nie jestem jakąś wielką wielbicielką technologii, tych wszystkich śmiesznych i nikomu nieprzydatnych gadżetów jak smartwatch, który dostajemy pod choinkę i obiecujemy sobie, że on zmieni nasze życie i będziemy dzięki niemu bardziej aktywni i będziemy wstawać o piątej rano pobiegać – i rzeczywiście tak jest – przez trzy dni. A później zapominamy go naładować i tak trafia na dno szuflady.

Konrad z kolei uwielbia te wszystkie tech-pierdoły, więc musiałam się przyzwyczaić do gadających robotów w naszym domu tak, jak on przyzwyczaił się do różowej łazienki. Część tych rzeczy okazała się przydatna i polubiliśmy się na tyle, że dziś chcę Wam o nich opowiedzieć:

1) RING – System alarmowy

Założenie alarmu w domu było naszym priorytetem głównie przez smutne wspomnienia, kiedy jeszcze mieszkając z mamą okradli nasz dom ze wszystkiego DWA RAZY, a za trzecim złodziej grasował na piętrze, kiedy moja mama oglądała telewizje na dole (wierzcie mi, to jest trauma na całe życie).

Oboje z Konradem spędzamy sporo czasu poza domem i często wyjeżdżamy więc co tu dużo mówić, alarm jest po prostu potrzebny. Z Ringiem w ogóle wiąże się fajna historia, którą Wam opowiem w skrócie, bo ona mówi o tym, że jedna porażka nie oznacza przegranej. Jamie Siminoff który w swoim garażu opracował pierwszy w historii system alarmowy z połączeniem Wi-Fi, w 2013 roku wziął udział w programie ”Shark Tank” z intencją znalezienia inwestora, ale nikt nie uwierzył w znakomitość tego urządzenia na tyle, by zaproponować mu adekwatną kwotę. Kilka lat później, gdy Jamie tonął w długach ale mimo tego wciąż ulepszał Ring’a – pojawił się Amazon, który kupił wynalazek Jamiego za 1 bilion dolarów. Ha!

Dobra, do brzegu – za co lubię Ring i dlaczego uważam, że to jest absolutny must have każdego posiadacza domu? Bo jest prosty w obsłudze, nie jest szalenie drogi i ma milion fantastycznych i bardzo przydatnych funkcji. Jedną z nich jest podgląd ”live”, co oznacza że z każdego miejsca na świecie, z ekranu swojego telefonu możecie sprawdzić co się dzieje przed lub w waszym domu. Kamera ma szeroki zasięg i fantastyczną jakość obrazu. Dodatkowo Ring natychmiastowo powiadamia Cię o każdym wykrytym ruchu, ale jest na tyle SMART, że nie reaguje na biegające po domu zwierzaki. Wszystko możecie kontrolować za pomocą aplikacji.

Kolejna super funkcja to (ja to tak nazywam) pogaduszki z kurierem. To jest absolutne mistrzostwo świata, bo przecież nikt nie lubi otrzymywać awizo. Dzięki dzwonkowi do drzwi z wbudowaną kamerą, możesz poprosić kuriera, żeby zostawił paczkę u sąsiada, przeżucił ją na ogród albo zostawił w jakimś bezpiecznym miejscu.

Możesz też udawać, że nie ma Cię w domu kiedy nie masz ochoty na wizytę upierdliwej sąsiadki, koleżanki, albo teściowej (wiem, że moja to przeczyta, więc.. Droga teściowo – ja tak nie robię!). Patrzysz na kamerę w telefonie, widzisz, że to ta niepożądana osoba i mówisz ”oo, to Ty! Kurczę, ale szkoda, że akurat mnie nie ma w domu!” – przecież nikt nie musi wiedzieć, że akurat teraz siedzisz w dresach na sofie i oglądasz serial na Netflixie 😉

Ring możecie również połączyć z Alexą i to jest super opcja. Leżycie w łóżku i już jesteście w tym błogim stanie, pod ciepłą kołderką i nagle przypomina Wam się, że nie włączyliście alarmu i zamiast kłócić się o to, kto tym razem wstaje z ciepłego łóżka, żeby włączyć alarm… możecie zlecić to zadanie Alexie. No czy to nie jest genialne?

Ring to suuuuper sprawa, wrzucę kilka screenów, żeby pokazać Wam jak wygodna i przejrzysta jest aplikacja na telefon:

2) Alexa (Echo Dot & Echo Show 5)

Alexe, albo jak mówi Tadhg: ALEPSE (śmieszny koleś) z pewnością już znacie i wiecie, że można sobie z nią pogadać w smutny, deszczowy dzień, poprosić o włączenie naszej ulubionej playlisty do sprzątania albo o obudzenie nas rano. Alexa potrafi opowiadać nieśmieszne żarty, śpiewać a nawet (podobno) szczekać (?!), a Echo Show umożliwia nam oglądanie filmów i seriali. I właściwie można byłoby ją zaliczyć do zbędnych gadżetów, gdyby nie fakt, że Alexa jest naprawdę baaaardzo użyteczna – zwłaszcza kiedy połączymy ją z naszym systemem alarmowym albo włącznikami światła.

Mamy w domu dwie Alexy; Echo Dot na dole w kuchni i Echo Show na górze w sypialni – obie Alexy dostaliśmy w jakimś świątecznym deal’u, więc wydaliśmy na nie grosze, a prawda jest taka, że używamy ich na co dzień. Alexa co prawda nie potrafi jeszcze chodzić za nas do pracy, ani rozwieszać prania, ale można się z nią na przykład pokłócić, kiedy mamy zły dzień, oszczędzając przy tym naszych partnerów. Jak na taką małą pierdółkę, ma naprawdę świetny głośnik 😉

3) Sonos speaker

Czyli stylowy głośnik z niesamowitą mocą. Pewnie nie zwróciłabym na niego uwagi w sklepie elektronicznym, bo w zasadzie nie wyróżnia się niczym szczególnym – ale kiedy zatrzymaliśmy się w zeszłym roku w Fallen Angel i przypadkowo (przypadkowo, bo głośnik był tak schowany, że chwile zajęło nam zorientowanie się skąd dobiega muzyka) odkryliśmy właśnie Sonos’a i już wtedy nam się zamarzył taki zgrabny, ładny głośnik, z tym basem i z tymi wszystkimi ekstra funkcjami (jak połączenie przez wifi z Alexą, telewizorem, tabletem i telefonem). Gdybym miała wybierać między kinem domowym a Sonosem, to nie zastanawiałabym się nawet jednej minuty, Sonos jest rewelacyjny!

4) Bezprzewodowy odkurzacz dyson v6

Nie podlinkuję go, bo v6 chyba już wycofali ze sprzedaży i zastąpili nowszymi modelami – co nie ma znaczenia, bo ja chcę tylko króciutko napisać, że NIE MOŻNA być perfekcyjną Panią domu bez bezprzewodowego odkurzacza.
Niestety z nim też nie.

ALE jeśli marzycie o czarodziejskiej różdżce, która sprawi, że Wasz mężczyzna będzie sam z siebie odkurzał dom 3 razy w tygodniu – BEZ PRZYPOMINANIA mu o tym każdego dnia, to Dyson będzie tą różdżką. Serio. My moglibyśmy wystąpić w reklamie Dysona jako para, której Dyson odmienił życie.

Lubię go za to, że nie muszę się wysilać, żeby go wnieść po schodach na górę, między nogami nie plątają się żadne kable, jest zgrabny, więc nie zajmuje dużo miejsca, nadaje się do każdego rodzaju podłogi, jest mega łatwy do opróżnienia i ma elastyczne ramie, dzięki któremu w łatwy sposób odkurzam pod niskimi meblami.

5) Ekspres do kawy Nespresso Lattissima One

Nie od dziś wiem, że ekpres do kawy to nie jakaś tam fanaberia, tylko serio coś, co w moim domu jest MUST HAVE’m. I w Waszym pewnie też – o ile oczywiście kawę lubicie. Ja wypijam do czterech kaw dziennie, *not feeling guilty* bo kocham smak i zapach kawy, więc nie piję jej tylko na ”pobudzenie”, ale też wieczorem, taką bezkofeinową, bo po prostu kocham kawę.
Zanim zmieniłam swoje życie i kupiłam super ekspres do kawy, bardzo często kupowałam kawę na wynos. Teraz robię to bardzo sporadycznie, np. tylko na wyjazdach. I to jest spora oszczędność.

Ostatnio wystawiłam story na Instagramie właśnie z moim ekspresem w roli głównej i później przez pół dnia odpisywałam na wiadomości ”co to za piękny ekspres?”. I to, że on jest piękny (bo jest!) to jedno, ale parzy taką kawę, że nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu i się jej napiję.

Nie jest to ekspres ciśnieniowy, tylko na kapsułki – i ja wiem, że te mielące ziarna są w ogóle nieporównywalne z ekspresami na kapsułki, ale mi to odpowiada, bo ja nie lubię się babrać, czyścić tej maszyny, ja chcę się napić kawy bez komplikowania sobie życia.

Pomijając fakt, że Nespresso ma wyjątkowo szeroką gamę produktów i co rusz wypuszcza jakieś nowe, super smaki kaw, to te kawy są naprawdę przepyszne i niedrogie, bo jedna kapsułka kosztuje £0.35. Tak dla porównania, latte w Starbucksie kosztuje ok. £2.50 – prosta matematyka.

Ekspres Lattissima One ma rewelacyjny spieniacz do mleka, on robi całą robotę i sprawia, że ta kawa wygląda i smakuje jak aromatyczna, pyszna chmurka 😉

(Nie jest to post sponsorowany, ani we współpracy z żadną wyżej wymienionych marek)

You May Also Like