Dyniowe love: Niedzielne popołudnie na farmie dyń

Niedziela przywitała nas piękną, słoneczną pogodą, spędzenie tak cudownego dnia w domu byłoby grzechem. Wsiedliśmy więc w samochód i wyruszyliśmy do Kenilworth, a dokładniej do dyniowej krainy ”Pumkins R US”. Nie ukrywajmy, dynie to charyzmat jesieni, przed samym Halloween każdy z nas patrzy na nie jakoś tak.. inaczej. W sobotę wydrążyliśmy dwie dynie, mieliśmy przy tym tyle radości i śmiechu, że postanowiliśmy kupić więcej, stąd pomysł na dyniową farmę!

W tym roku – jak nigdy wcześniej – postanowiłam udekorować mieszkanie na Halloween. Nigdy tego nie robiłam, a jeśli już, to bardzo skromnie – w tym roku poszliśmy na całość, więc chyba i mnie ogarnęło wszechobecne, Halloween’owe szaleństwo. Mam tylko nadzieję, że nie odstraszę dzieci, uwielbiam te wszystkie małe stworzonka pukające do moich drzwi, przebrane w najdziwniejsze stroje – jeszcze gdy ja byłam dzieckiem, co roku na Halloween przebieraliśmy się za duchy, pewnie dlatego, że wycięcie dwóch kółek na oczy i linii na usta w białym prześcieradle nie wymagało ani milionów monet ani zdolności.

Mam też nadzieję, że Konrad zmieni zdanie i zrezygnuje ze swojego okrutnego planu z podmianą cukierków z brukselką – wyobrażacie sobie ten gorzki smak rozczarowania i wściekłości wypisanej na twarzy dziecka, które zamiast cuksa, znajduję brukselkę.. Okrucieństwo!

W drodze powrotnej udaliśmy się na spacer do Kenilworth Castle, piękne miejsce!

You May Also Like