Przy kawie: o inspirujących kobietach | Martyna Damska (@martidamska)

Drobna, urocza podróżniczka z artystyczną duszą, przemierzająca świat w słomianym kapeluszu, z mężem i piątką czworonożnych przyjaciół. Jej blog i Instagram przepełnione są inspirującymi zdjęciami z najpiękniejszych zakątków Europy: kolorowe domki na plaży w Szwecji, renifery w Laponii i klimatyczne apartamenty w stylu Boho w Polsce.

Cześć Martynka! Wybacz, że tak zdrobniale się do Ciebie zwracam, ale chyba nie potrafię inaczej, bo kojarzysz mi się z taką drobną, uroczą kulką pełną miłości i ciepła. Jest mi przeogromnie miło, że zgodziłaś się na ten wywiad, bo to właśnie Ty byłaś pierwszą osobą, o której pomyślałam tworząc na blogu serię rozmów z inspirującymi kobietami. 

Z Twoich relacji na Instagramie można wywnioskować, że jesteś spokojną, delikatną i bardzo wrażliwą osobą – czy to słuszne spostrzeżenie?

Wrażliwą. Na pewno. Zbyt. Czasami. Delikatną i spokojną… Myślę, że na taki odbiór wpływa mój typ urody i podejście do życia, które staram się mieć. Prawda jest taka, że mam w sobie niekończące się pokłady energii (rzadko wchodzi u mnie tryb: low batt), jestem nerwusem, bywam totalnym chaosem. Nie potrafię usiedzieć w miejscu. I chyba dlatego właśnie tak bardzo celebruję w życiu momenty slow. Hygge life. Idealne tło dla silnej osobowości. 

To, że podróże są Twoją pasją wie każdy, kto choć raz odwiedził Twojego bloga lub profil na Instagramie, ale nie wszyscy wiedzą o tym, że podróżujesz z całą gromadką swoich małych przyjaciół! Nie znam żadnej innej blogerki, która podróżowałaby z pięcioma psiakami – to brzmi jak niemałe wyzwanie 😉 

Największą zaletą podróżowania z psiakami jest chyba po prostu ich obecność –  ale niewątpliwie pojawiają się też trudności z tym związane – czy planowanie takiej podróży jest trudne i kosztowne?

Nie zaliczyłabym podróżowania z psiakami do turystyki ekstremalnej (zawsze podkreślam, że rodzice podróżujący z kilkorgiem dzieci mają trudniej) – niemniej na pewne ograniczenia i utrudnienia trzeba być przygotowanym. Najtrudniej zawsze jest zacząć – przełamać strach, obawy, uprzedzenia. Przygotować się merytorycznie i mentalnie do podróży z psem/psami. Z uwagi na psiaki podróżujemy samochodem. Czas dojazdu w wybrane miejsce jest dłuższy niż w przypadku lotu samolotem. Sam koszt z reguły również – paliwo, winiety, przygotowanie auta do drogi. Co do kosztów związanych bezpośrednio z samymi psiakami – zaczynając podróże z psem – należy wyrobić paszport (chip), pilnować kalendarza szczepień, odrobaczać regularnie (to w sumie oczywiste nawet bez podróży). Zakupić odpowiednie transportery (dobry transporterek wytrzyma kilka lat). Przed każdym wyjazdem należy też sprawdzić regulacje prawne i wymogi dotyczące wwozu zwierząt do państwa, do którego się udajemy. Czasami pojawia się konieczność zrobienia dodatkowych badaniach.

W płaszczyźnie podróży z psami pojawia się też inne zagadnienie – nie każde miejsce, do którego chcielibyśmy się udać jest dog friendly. Czasami natomiast dog friendly jest, ale można zabrać ze sobą jednego, maksymalnie dwa pieski. Często pojawia się też kwestia konieczności poniesienia dodatkowych opłat za psa (czasami pomnożona przez ilość psów). Zdarza się, że opłaty za psiaki są wyższe niż koszt pobytu dwóch osób w danym miejscu. Nie wybieramy jednak takich miejsc.

Niedawno w Twoim życiu nastąpiła ogromna zmiana i przeprowadziłaś się z Bydgoszczy do Gdańska! Nie ukrywam, że sama mam ogromny sentyment do trójmiasta, bo jako dziecko spędzałam tam mnóstwo czasu. Czy Gdańsk to miejsce, w którym chciałabyś zostać na stałe? Czy raczej wciąż szukasz swojego miejsca na ziemi?

Kocham Trójmiasto – jednak moje miejsce na ziemi nie znajduje się w Polsce. Wiem, że Gdańsk jest tylko przystankiem.  

Podróżujesz głównie ze swoim mężem – Marcinem. Zastanawiam się, czy połączyła Was wspólna pasja do podróżowania, czy może jedno z Was zaraziło tą pasją drugą osobę? 🙂

Oboje urodziliśmy się chyba z jakimś ukrytym w kodzie genetycznym trybem podróżnika. Podróżowanie to nasza wspólna pasja, miłość i… Uzależnienie. Nakręcamy się wzajemnie, inspirujemy. W naszym domu nie ma dnia bez tematu podróży:)

Pamiętasz swoją pierwszą w życiu podróż? Czy to od niej zaczęła się Twoja miłość do odkrywania świata?

Jako dziecko nie podróżowałam dużo. Moje podróże ograniczały się do wyjazdów na Mazury – moja Mama stamtąd pochodzi, mam tam Rodzinę. Podróżowałam jednak w marzeniach… Palcem po mapie. Przeglądając atlasy, książki. Od najmłodszych lat miałam w sobie miłość do odkrywania świata, nie mogłam jej jednak urzeczywistniać. Pamiętam za to doskonale pierwszą podróż zagraniczną z Marcinem. Naszą Polą (VW Polo) pojechaliśmy do Chorwacji. Na wyspę Hvar. Pamiętam upojny zapach szałwii, magiczny zapach lawendy, szum Jadranu budzący nas co rano w namiocie… Od tamtego czasu byliśmy w Chorwacji wielokrotnie. Wyspy chorwackie mają dla na wyjątkowe znaczenie i zajmują szczególne miejsce w sercu (zawsze tak będzie).

Obiecałam, że w żadnym wywiadzie nie będę przekraczać strefy prywatnej, ale myślę, że to bardzo ważny temat, biorąc pod uwagę to, że media społecznościowe kreują takie błędne przekonanie w umysłach młodych ludzi, że podróżowanie ‘’na pełen etat’’ jest proste i że wszystkie te osoby, które wstawiają do sieci kolorowe zdjęcia z malowniczych plaż – co tydzień z innego kontynentu – zarabiają nie robiąc nic, poza pozowaniem do zdjęć. Ja wiem, że to błędne, mocno przekoloryzowane stwierdzenie, bo poza tymi pięknymi widokami z krańca świata przecież… trzeba za coś żyć, więc i pracować.

Na swoim blogu zaznaczasz, że spędzasz więcej czasu w podróży niż w domu, zgaduję więc, że oboje z Marcinem pracujecie zdalnie. Jak udaje Wam się pogodzić pracę z tak częstymi wyjazdami?

Zacznę od tego, że „przemeblowaliśmy” swoje dawne życie – by gonić za spełnianiem podróżniczych marzeń. Rzuciliśmy pracę naukową na uczelniach, Marcin także dyrektorski „stołek” – i zaczęliśmy od nowa. Na swoim.

Fotografuję od dziecka – i z tego uczyniłam swoje główne źródło dochodów. Pracuję przy kampaniach reklamowych marek, tworzę zdjęcia na potrzeby stron internetowych, social media. Oboje aktualnie „siedzimy” w szeroko rozumianej reklamie. Pracujemy także podczas podróży.

Bardzo podoba mi się to, że podróżujesz nieszablonowo, nie podążasz za Instagramowymi trendami i wybierasz głównie miasta niezadeptane przez turystów. Czym kierujesz się wybierając destynację na kolejną podróż? 

W dużej mierze właśnie też owym niezadeptaniem;) Kocham miejsca, które nie zostały zepsute masową turystyką. Miejsca z wyjątkowym klimatem, przyrodą, z pysznym jedzeniem. Od dziecka marzyłam o eksplorowaniu Skandynawii – jestem człowiekiem zimy, kocham śnieg, mróz – dla mnie zima mogłaby trwać większą część roku. Uwielbiam Bałtyk – stąd pomysł na eksplorowanie państw nadbałtyckich. Kocham też jednak południowy wyspiarski styl życia – dlatego część serca zostawiłam na dalmatyńskich wyspach, część na wyspach włoskich i część na Cykladach. 

Jakie miasto możesz zaliczyć do swoich ulubionych? Takie, w którym czujesz się jak w domu?

Budapeszt. To moje ukochane duże miasto w Europie. Ubolewam, że z roku na rok staje się coraz bardziej popularne hehe. Tak, wiem – sama bardzo je promuję. Ciekawostka jest taka, że… Budapeszt nigdy nie był na liście moich podróżniczych marzeń. Wydawał mi się postsocjalistyczny, szary, mało atrakcyjny. Kiedy polecieliśmy tam pierwszy raz – odwiedzić Siostrę, która była tam na Erasmusie – mój szok był ogromny. Zastałam miasto pełne pięknej architektury, parków, niesamowitych miejsc, term, znakomitych restauracji, super energii. Tak więc do Budapesztu wpadamy kiedy tylko możemy. A wybudzona nawet w środku nocy, zapytana o ukochane duże miasto, zawsze odpowiem: Budapeszt.

Czy podczas podróży przydarzyła Ci się jakaś przykra sytuacja, która być może czegoś Cię nauczyła? 

Hmm… Mamy czasami rozmaite przygody – a to z autem, a to z paskudnymi mieszkaniami (airbnb) – ale raczej nie są one bardzo przykre… Z większości śmiejemy się po czasie. 

Oczywiście muszę też zapytać o to, jakie jest Twoje największe, podróżnicze marzenie?

Ohh… Nie mam jednego największego. Na pewno nadal Laponia (choć niedawno z niej wróciłam). Wyspy Owcze, Grenlandia, Meksyk… Ale to takie nierealne marzenia – z uwagi na psiaki.

I na koniec, czy istnieje miejsce, które z jakiegoś powodu Ci się nie spodobało i raczej nie chciałabyś pojechać tam ponownie?

Nie. Jestem typem podróżnika, który w każdym miejscu stara się znaleźć coś wyjątkowego. Naturalnie są miejsca, które zachwyciły mnie totalnie, które pokochałam cały sercem, miejsca o których myślę częściej niż o innych i w kontraście: miejsca, które mnie rozczarowały. Na pewno zaliczę do nich Ateny. To największe rozczarowanie – choć i tam znalazłam kilka miejsc, dla których warto wrócić. If you can’t find the rainbow. Be the rainbow.

Blog Martyny: https://www.martynadamska.com/
Instagram: https://www.instagram.com/martidamska

You May Also Like