The September chronicles: London | Kensington Hotel

Jesień to sezon, który zwykle cechują zmiany w życiu i w głowie. To czas głębokich przemyśleń, porządków. Lubię jesień, bo jest nastrojowa i piękna, choć nieco melancholijna. To także okres w którym lubię podróżować po wybranych, klimatycznych, angielskich miastach. Cotswolds, Bath, Edinburg i.. rzecz jasna – Londyn. I to właśnie tam spędziliśmy ubiegły weekend. Trochę u znajomych, trochę we dwoje.

Gdyby była to moja pierwsza wizyta w Londynie, to pewnie nie mogłabym się odkleić od aparatu. Założyłabym wygodne trampki i wchodziła w każdą uliczkę. Zwiedzałabym, jakby jutra miało nie być, bowiem there’s no place like LONDON, niezwykle fotogeniczny, rozwojowy i barwny.

Ale nie tym razem. Znam to miasto trochę bardziej, niż odrobinę. Ulicami Londynu przechadzałam setki razy. Poza tym byłam zmęczona, spragniona czasu sam na sam z moim (wkrótce!) mężem, kolacji przy świecach i lampce wina, długiej kąpieli z widokiem na pędzące miasto, film w telewizorze przyciszony do minimum, żeby usłyszeć własne myśli, ale żeby ”coś brzęczało w tle” i wygodnym, hotelowym łóżku tak wielkim, że nie sposób się w nim odnaleźć. I tak trafiliśmy do…

The Kensington Hotel

Istotną częścią naszych podróży są hotele. Dla mnie to gdzie śpię i spędzam wolny czas ma ogromne znaczenie, dlatego nigdy na noclegach nie oszczędzam i wybieram takie, które wizualnie podobają mi się najbardziej (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku). Ma być pięknie, wyjątkowo, wygodnie i klimatycznie. Kocham prywatność i spokój, więc duże kurorty all inclusive nie wchodzą w grę. Bywałam w takich, kiedy x lat temu podróżowałam z biurem podróży, ale nigdy – absolutnie nigdy nie udało mi się w nich poczuć jak w domu. Ja po prostu lubię hotele, które w jakimś stopniu przypominają mój dom.

Hotel Kensington pomimo pięciu gwiazdek i luksusu bijącego z każdego pomieszczenia pozostaje miły, przytulny, nienadęty. Piękne wnętrza, marmurowe akcenty, szalenie wygodne, ogromne łóżko i (najlepsze!!)… DUŻA WANNA z widokiem na Kensington. Uwielbiam być rozpieszczanym gościem, dodatkowe elementy w postaci świeżych owoców, maszyny do kawy z ulubionymi kapsułkami, dobrej jakości kosmetyki, przygotowanie przez personel sypialni do snu, kiedy my spędzaliśmy czas poza pokojem – to jest coś, co choć hotel nie musi – robi. A to sprawia, że czujemy się zaopiekowani, rozpieszczani, jak u siebie, jak w domu. Pokój, w którym się zatrzymaliśmy to Deluxe King.

W poniedziałek musiałam już zejść z tej chmurki, wrócić na ziemię. Pracowałam przy biurku, tak jak robię to w domu. Na to też zwracam uwagę przy wyborze hotelu (jeśli oczywiście muszę w tym czasie pracować).

Dzień zakończyliśmy w hotelowej restauracji. Wybitnie pysznej i pięknej. Otuleni ciepłem kominka, kojącą muzyką – znów rozpieszczeni do granic możliwości.

Zostawię Wam tu jeszcze kilka ujęć z Kensington…

* Good to know:

  • Cena za noc (typu Bed & Breakfast): £319.00
  • Ponieważ hotel znajduje się na głównej ulicy – nie ma parkingu. Najtańszy parking w okolicy (oddalony o ok 2km.) to Hotel ibis London Earls Court (47 Lillie Rd, London SW6 1UD) – koszt ok. £20 za dobę.
  • Wymagany depozyt zabezpieczający, płatny przy zameldowaniu (w pełni zwrotny) to £100
You May Also Like