Wojna w Ukrainie czy wojna w internecie?

Dzisiejszy poranek taki zwyczajny. Ciepłe łóżko, miękka pościel. Przez lekko uchylone okno dostaje się ostre, zimne powietrze i kilka promieni słońca malując cienie na śnieżnobiałej ścianie. Cichy szelest dobiegający z domu sąsiada i kilkusekundowe pieśni wyćwierkane przez ptaki. Sięgam po telefon, otwieram aplikację i już wiem, że rozpętała się wojna. W Ukrainie i w sieci.

Moja dociekliwość pcha mnie w szpony mniej lub bardziej rzetelnych kanałów informacyjnych. Czytam, słucham i szukam. Czego? Odpowiedzi na pytanie: DLACZEGO? Ale jej nie znajduję, więc czytam dalej.

”Przestańcie już z tymi przepychankami!! W Ukrainie umierają niewinni ludzie! Kogo to obchodzi, że ktoś wstawił na Instagram zdjęcie pączka!!”

A, tak. Dziś mamy Święto pączka, Tłusty jak mój tyłek Czwartek. Przez chwilę skupiam się na pączku i myślę, że najbardziej to jednak smakują mi te z jednej, konkretnej piekarni w Warszawie. Zapominam o pączku, bo widzę kolejny post, w którym autorka pisze:

”PRAY FOR UKRAINE” a poniżej link do zbiórki humanitarnej z prośbą o pomoc.

Później kolejny post informacyjny o aktualnych wydarzeniach w Ukrainie, ten już taki bardziej estetyczny, zrobiony w Canvie, w neutralnych odcieniach i ładną czcionką. Tysiące lajków i setki komentarzy, a w jednym z nich:

‘a Ty masz w ogóle wiedzę w zakresie polityki, ekonomii lub chociaż socjologii, że piszesz takie bzdury? Bo ja mam i powiem tylko, że 90% tego, co napisałaś to nieprawdziwe info.”

Ściągam brwi i w ciszy analizuję to, co przeczytałam. Kto ma rację? I czy w ogóle ma znaczenie kto ją ma? Wszyscy czytają, nikt nie weryfikuje.

Kolejno przeglądam relacje kilku pierwszych kont, które pojawiają się na stronie głównej. Grafiki, zdjęcia i filmy z wyjącą w tle syreną alarmową. Wybuchy, zrozpaczeni mieszkańcy Kijowa, przerażone dzieci i kolejny post, z którego czytam tylko urywek: ”Miałam nie zabierać głosu, bo nie jestem ekspertką ale…”.

I tu nagle pojawia się gonitwa myśli, które wirują w mojej głowie jak opętane, pogubione.

Moje relacje ogląda tyle osób… czy jestem im winna wyjaśnienia? Tak dużo mówi się o ”uświadamianiu” swoich obserwatorów. Może powinnam napisać jak się czuję? Nie.. może jednak nie, w końcu to nie mnie dotyczy problem, bo ja siedzę w ciepłym łóżku, mam pełną lodówkę, dom, pracę i nie martwię się o to, czy jutro to za moim oknem nastąpi wybuch.

Chwila.. co ja gadam? Jak to ”mnie to nie dotyczy”? Przecież jesteśmy jedną, wielką rodziną. To nasi sąsiedzi. Chryste, co oni muszą przeżywać..

Czuję ogólny żal do świata, który nie traktuje wszystkich równomiernie. Jedni mają, drudzy nie. Jedni budzą się z widokiem na morze i palmy, a drudzy z widokiem na szare bloki. Nie pytam już czyja to jest wina. Twardo-stąpający po ziemi powiedzą że Ci, którzy żyją w ubóstwie sami sobie zgotowali ten los, bo każdy z nas ma tyle samo godzin w ciągu dnia co Beyonce. A Ci empatyczni odpowiedzą ”Nie chrzań! Nie każdy urodził się uprzywilejowany”.

Po tym wszystkim odkładam telefon na bok, ale myśli nie odpuszczają i nadal toczą własną batalię.

CZUJĘ NIEMOC.

Wzbraniam się przed impulsywnością, bo miałam już nauczkę. Zawsze spostrzegałam swoją Instagramową przestrzeń jako pewnego rodzaju pamiętniczek, moje terytorium w którym mówię wprost i bardzo otwarcie o różnych, przyziemnych sprawach. Lubiłam to, bo zbliżało mnie to do tych wszystkich ludzi, którzy moje treści czytali i odnosili się do nich w łagodny i konstruktywny sposób, tak wywiązywały się ciekawe dyskusje. Ale pewnego razu ktoś, a nawet kilka ktosiów napisał mocno, krytycznie i boleśnie i właśnie wtedy zrozumiałam, że liczba krytyków wzrasta równomiernie do ilości obserwatorów – wtedy zamilkłam, bo nie potrafiłam tego udźwignąć. Myślę, że ktoś, kto mówi ”nie rusza mnie krytyka/zdanie innych” nie do końca zdaje sobie sprawę z siły sprawczej internautów. Dużo łatwiej jest być zdanym na potencjalną krytykę mając mniejsze grono obserwatorów, wiem to z doświadczenia.

Ochłonęłam po tym zastrzyku informacji o poranku i uznałam, że nikomu nie wierzę. Istnieje mnóstwo profili na Instagramie z których parokrotnie czerpałam wiedzę zapominając, że przecież NIKT TYCH INFORMACJI NIE WERYFIKUJE. A więc mówi się o tym, że telewizja kłamie, media kłamią – ale często mówią to Ci, którzy sami korzystają z ”wiedzy” niezweryfikowanych internautów, którzy mogą napisać co chcą, wrzucić na swój profil i nakarmić tysiące nieświadomych.

Od teraz więc wystrzegam się nie tylko impulsywności i wrzucania treści pod wpływem emocji, które tak często spędzały mi sen z powiek, bo jestem wrażliwa i nie chcę mierzyć się z atakami ludzi, ale wystrzegam się także korzystania ze źródeł niepotwierdzonych, niezweryfikowanych, bo są szkodliwe.

To, co oglądamy w sieci ma na nas ogromny wpływ, to jest tak jak z ludźmi, którymi się otaczamy albo jak z tym zdrowym jabłkiem położonym obok nadgniłego – to zdrowe pod wpływem zgniłego też zacznie w końcu gnić. Ja chcę widzieć tylko nietoksyczne treści w sieci i takie wybieram – tak samo postępuję w relacjach z ludźmi.

Każdy z nas w sytuacjach patowych radzi sobie na swój sposób, tak jak potrafi i nikt nie ma prawa tego kwestionować. Jeżeli mi komfort psychiczny przynosi nie branie udziału w dyskusjach dot. sytuacji w Ukrainie – to jest to moja, świadoma decyzja.

Nie chcę być oceniana, nie chcę żeby obcy ludzie z sieci udzielali mi dobrych rad, mówili co powinnam a czego nie i co wypada w takiej sytuacji robić i mówić. Oh, Justynko, możesz dziś czuć żal, możesz czuć lęk. Czy mogę dziś być smutna? Czy mi wypada? Mogę udostępnić zdjęcie pięknych kwiatków, które dziś na osłodę dostałam od przyjaciółki? Mogę zabrać głos? Co mogę dziś czuć? – Dziękuję najpiękniej za przyzwolenie.

Jeżeli komukolwiek komfort psychiczny przynosi – pomimo smutku i skołowania daną sytuacją na świecie – przejście, lub próba przejścia do porządku dziennego, to nikt nie ma prawa tego kwestionować.

To, że nie biorę czynnego udziału w protestach, nie udostępniam grafik informacyjnych z Canva nie oznacza, że mniej mnie ta sprawa interesuje i że nie poczynam własnych działań. Takich, które nie rujnują mnie psychicznie.

Żal można odczuwać nie pisząc o tym na Instagramie. Smutek można przeżywać w ciszy.

Empatia.

PAH

You May Also Like